Jesteś tutaj
Home > Ludzie > Ptaszek w klatce

Ptaszek w klatce

Ptaszek w Klatce Jakub Ryszko portal Południowa Polska PL

Kiedy prawie 19 lat temu stanąłem przed obliczem brytyjskiego oficera imigracyjnego, było to jedno z najmniej przyjemnych doświadczeń w moim życiu.

Ze swojego podwyższonego stanowiska spoglądał na mnie w dół wzrokiem mówiącym, że absolutnie wie o moim zamiarze znalezienia sobie roboty na czarno. Więc ja z dołu musiałem na niego spojrzeć tak, jak spogląda facet, który przybywa właśnie na dwutygodniowe wakacje. Wyciągałem desperacko przed siebie podrobione zaświadczenie o byciu zatrudnionym w Polsce i z miną człowieka przepracowanego opowiadałem mu, a właściwie stojącej obok niego tłumaczce, o trudach fachu przedstawiciela handlowego.

Tłumaczka, zresztą też Polka, która na Wyspy przyjechać musiała znacznie wcześniej niż ja, zapewne na fali emigracji lat osiemdziesiątych, spoglądała na mnie jeszcze bardziej nieufnie, niż brytyjski urzędnik. Kiedy po sali odpraw rozchodziło się w końcu echo przybijanej w moim paszporcie wizy turystycznej, jej utkwiony we mnie wzrok dokonał natychmiastowego jej anulowania i ze skutkiem natychmiastowym odsyłał mnie na wracający na drugą stronę Kanału La Manche prom.

Zawsze wierzyłem, że nikt nie powinien mieć mocy zabraniania innym przemieszczania się z punktu A do punktu B. Bardzo długo zresztą nikt nie miał takiego prawa. Jeszcze przed pierwszą Wojną Światową bez paszportu i jakiejkolwiek wizy można było zjechać całą Europę.

Wcześniej tylko dwie grupy pozbawione były możliwości zmiany miejsca zamieszkania – niewolnicy i chłopi pańszczyźniani.

Dzięki Strefie Schengen ta wolność została nam przywrócona przynajmniej na terenie Unii Europejskiej. Dwa lata po moim starciu z brytyjskim urzędem imigracyjnym na Wyspy ruszyła największa od dekad fala emigracji. Według różnych szacunków po Europie rozjechało się ponad 2,5 mln Polaków.

Do historii przeszła ta fala jako emigracja zarobkowa, ale to nie pieniądze były jej głównym leitmotivem. Tak naprawdę to było to głosowanie. Przy pomocy własnych walizek i biletów w nieznane dwa i pół miliona Polaków zagłosowało za wotum nieufności wobec świata, w którym żyli, i którego nie potrafili zmienić w inny sposób. Przecież, jakby im było dobrze, gdyby praca pozwalała im na godne życie, gdyby urzędnicy we wszelkiego rodzaju instytucjach traktowali ich z szacunkiem, a prawo stanowione przez wybieranych przez nich polityków służyło im, a nie bezdusznej machinie państwowej, to po co niby mieliby wszystko rzucać i ruszać w nieznany im świat?

Dzisiaj to prawo wyboru traktujemy jako rzecz jak najbardziej nam naturalną. Tak zwykłą, że nie zauważamy nawet milionów ludzi z innych zakątków świata, którzy tego prawa nie posiadają. Próbują je sobie wydrzeć i płacą czasem za ten akt desperacji najwyższą z możliwych cen. Co pewien czas przemyka nam przed oczami informacja o kolejnej tragedii na Morzu Śródziemnym.

Dwa lata temu na parkingu w hrabstwie Essex znaleziono porzuconą ciężarówkę. We wnętrzu naczepy chłodni leżało 39 ciał. Wszystkie ofiary pochodziły z Wietnamu, wśród nich była dwójka dzieci i osiem kobiet. Wszyscy udusili się i pozamarzali podczas trwającej wiele godzin przeprawy pomiędzy belgijskim portem Zeebrugge i południowym wybrzeżem Wielkiej Brytanii.

Nikt z nas nawet nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak bardzo trzeba być zdesperowanym, by dla możliwości ucieczki przed beznadzieją otaczającego nas świata być w stanie zaryzykować własne życie.

Nie rozumiemy tego, bo dla nas nawet konieczność rozmowy z podejrzliwym celnikiem jest tylko niemiłym wspomnieniem z przeszłości. Wolność przemieszczania się przyjmujemy za pewnik, rzecz jak najbardziej naturalną. Przecież nawet wizy do USA nam znieśli ostatnimi czasy.

Niestety zapominamy, że prawa, których nie pilnujemy, mogą nam zostać podstępem odebrane.

Kiedy w 2016 roku w Wielkiej Brytanii odbywało się referendum, nikt, nawet największy orędownik Brexitu Nigel Farage, nie spodziewał się, że skończy się ono zwycięstwem ciemnej strony mocy. Trzy lata później na brytyjskiej granicy zatrzymywani są obywatele Unii. Tylko w ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku ponad 600 z nich trafiło wprost z odprawy paszportowej do ośrodków deportacyjnych, ponieważ nie były w stanie udokumentować celu swojej podróży.

Polacy od samego początku byli jednym z najbardziej pro unijnie nastawionych narodów starego kontynentu. W 2003 roku referendum akcesyjne było praktycznie formalnością i prawie 80 procent biorących w nim udział głosowało za. Wysoki poziom zaufania do instytucji unijnych utrzymywał się u nas praktycznie przez cały czas. Dopiero ostatnio coś zaczyna szwankować. Z przeprowadzonego na początku maja przez Eurobarometr badania opinii publicznej wynika, że w Polsce Unii Europejskiej ufa już jedynie połowa społeczeństwa. 38 procent jest przeciwnego zdania, a 12 procent nie ma w tym temacie żadnej opinii. Co ważniejsze, to właśnie w naszym kraju najbardziej wśród wszystkich państw unijnych spadło zaufanie do brukselskich instytucji.

Winnych tej niepokojącej tendencji nie trzeba oczywiście długo szukać. Niekończące się spory o reformę sądownictwa, jakie od samego początku toczy rząd PiS z Unią, straszenie Polaków Niemcami i ogólnie zepsutym do szpiku kości Zachodem w końcu zaczyna przynosić swoje owoce. To, co jeszcze kilka lat temu wydawało się być niewyobrażalne, teraz zaczyna nabierać coraz bardziej realnych kształtów.

Polacy, niczym nie do końca jeszcze oswojony z wolnością kanarek, posłusznie dają się zagonić z powrotem do klatki.

Jeszcze nie znaleźliśmy się w tym samym punkcie, co Brytyjczycy, ale kierunek, w którym zmierzamy, powinien wywoływać u nas coraz większe zaniepokojenie. W Londynie też nikomu nie przychodziło nawet do głowy, że sprawy mogą potoczyć się tak błyskawicznie i w tak niekorzystny sposób. W końcu zwolennicy Brexitu wygrali referendum gromadząc niewiele ponad 51 procent głosów.

Przecież nie o to chodzi, żeby wszystkie narody żyły odseparowane od siebie niczym kanarki w klatkach. Wyobraźmy sobie świat, w którym każdy może, bez potrzeby odbycia upokarzającej rozmowy z urzędnikiem imigracyjnym wybrać sobie do życia taki zakątek globu, który najbardziej mu odpowiada. Wyobraźmy sobie polityków, do których w pewnym momencie dotarło, że w spartolonym przez nich kraju nie mieszka już nikt oprócz nich. Jakże piękny by to był świat!

Foto: Business photo created by rawpixel.com – www.freepik.com

Jakub Ryszko
Jakub Ryszko - z wykształcenia filozof, polski dziennikarz i szef kuchni na stałe mieszkający w Wielkiej Brytanii. Pracował w redakcjach londyńskich tygodników „Goniec Polski” i "Cooltura". Jego teksty znaleźć również można na łamach "Gazety Wyborczej", "Onetu" i "Krytyki Politycznej". Na Facebooku prowadzi autorski fanpage "Tendencyjny Przegląd Idei za Pomocą Memów".
http://www.poludniowapolska.pl

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Top