Jesteś tutaj
Home > Sport i Turystyka > OKIEM MŁODEGO KOLARZA

OKIEM MŁODEGO KOLARZA

Kacper Czudec portal Południowa Polska Małgorzata Gałda

Ponieważ Sekcja Kolarstwa rzeszowskiej STALI, po niemalże półwiecznej przerwie została reaktywowana, będziemy chcieli co jakiś czas przedstawić naszym czytelnikom sylwetki jej młodych, aspirujących do najwyższych trofeów kolarzy. Kacper Czudec jest jednym z najstarszych wychowanków klubu, który na treningi i zawody jeździ całą, pięcioosobową rodziną- razem ze swoimi młodszymi braćmi, Arsenem i Ksawerym, będącymi również startującymi zawodnikami. Jego uśmiech, chęć pomocy i rzetelne podejście do treningu zasługuje na brawa i duże wyrazy szacunku. Poznajcie Kacpra i jego spojrzenie na kolarski świat.

Kacper ma 19 lat i właśnie skończył szkołę średnią, I LO w Rzeszowie i czeka na wyniki matur. Od najmłodszych lat, dzięki swojej rodzinie interesuje się przyrodą, w szczególności biologią, dlatego też naturalnym profilem nauczania stał się biologiczno-chemiczny. Kierunek swoich studiów wybierze na początku lipca, w zależności od wyników egzaminów, na pewno będą związane z fizjoterapią lub medycyną. Jest raczej „analogowym” typem człowieka, co jest dość niecodzienne wśród dzisiejszego młodego pokolenia, oczywiście nie izoluje się, ale tam gdzie się da stara się omijać najnowsze technologie. Jedynym wyjątkiem jest muzyka, bez której nie wyobraża sobie życia i kiedy jest tylko okazja podpina słuchawki i odcina się od rutyny codzienności. Pasją, która króluje w jego życiu jest jednak kolarstwo w większości jej odmian. Wszędzie, gdzie tylko może dostaje się rowerem, bardzo dba o sprzęt i śledzi zmagania kolarzy na arenach polskich i międzynarodowych.

Najważniejsze jest to, żeby jechać przed siebie, a na czym i gdzie, nie ma to już takiego dużego znaczenia.
Przygnębiają mnie płaskie krajobrazy, więc moim miejscem jest pofałdowane południe Polski, którego nie lubię opuszczać”
– mówi nam młody zawodnik.

W tym roku zmienił kategorię na Orlik i startuje jako najmłodszy rocznik w mocnej grupie bardziej doświadczonych kolarzy. Radzi sobie jednak świetnie wygrywając wiele wyścigów, na półmetku obecnego sezonu jest w miarę zadowolony ze swojej formy, ale jak zaznacza najważniejsze starty sezonu jeszcze przed nim. Celuje w uzyskaniu jak najlepszej lokaty w tegorocznym Family Cup oraz utrzymania świetnych miejsc w klasyfikacji generalnej cyklów lokalnych wyścigów, w których bierze udział. Kacper wyróżnia się ogromną dyscypliną i odpowiedzialnością- rozpoczął pracę w marketach już w liceum, aby móc pozwolić sobie na sprzęt i serwis. Ta dyscyplina sportu, jak z resztą wiele innych, pochłania duże środki finansowe, a nasz bohater patrzy także na swoje rodzeństwo i chce maksymalnie odciążyć swoich rodziców, aby mogli inwestować także w jego braci. Rzeczywiście cała rodzina jest przesympatyczna i bardzo zgrana, biorą wspólnie udział w zawodach praktycznie co tydzień, a czasem 2 razy w tygodniu. To ich sposób na wspólne spędzanie czasu i dobrą zabawę. Z takim wsparciem przed chłopcami i Kacprem na pewno jeszcze wiele sukcesów, czego życzy im cała nasza redakcja!

Poniżej przedstawiamy relacje z 2 startów 9 i 10 czerwca 2018r. okiem Kacpra Czudca.

SOBOTA

Wreszcie nadeszła sobota, upragniony dzień, w którym mogę ruszyć do walki na trasie razem z resztą zawodników na wyścigu w Zbylitowskiej Górze z cyklu zawodów o Puchar Tarnowa. Po przyjeździe na miejsce startowy standard- zapisy, posiłek, objechanie trasy w celu zapoznania się z nią i jakże ważna rozgrzewka. Po startach kategorii młodszych kolegów stajemy na kresce w dosyć mocnym składzie. Przed startem zdążam jeszcze „zbić pionę” z trenerem (Janusz Łodej przyp.red.), który stoi w linii przede mną, i słyszę komunikat: 30s do startu… Wtedy w głowie zawodników układa się wizja startu, wszystko przestaje mieć znaczenie, milkną rozmowy i wszyscy skupiają swój wzrok przed sobą, czekając na znak sędziego. Wreszcie upragniony start. Szybkie przetasowanie zawodników na długiej prostej i pierwszym krótkim, lecz niezwykle grząskim podjeździe, który przy tak dużej ilości zawodników przeobraża się w podbieg. Następna część trasy mija według moich przewidywań, jadę w małej grupce zawieszonej pomiędzy czołówką, która zdążyła już uciec i była poza zasięgiem, a resztą zawodników, jadących za nami. Jedynym zaskoczeniem był moment, w którym konkurent przede mną niespodziewanie na zakręcie stracił równowagę i niegroźnie wywrócił się, tym samum dając miejsce na wyprzedzenie go oraz ucieczkę grupce. Moja radość nie trwała jednak długo, ponieważ w ferworze walki przebiłem oponę. Czułem brak powietrza z tyłu, co znacznie utrudniało manewrowanie i spowalniało praktycznie w każdym miejscu trasy. W wyniku tej przygody straciłem sporo cennego czasu już na początku. Po szybkiej naprawie rozpoczęła się gonitwa po odzyskanie utraconej pozycji. I tak do połowy wyścigu wyprzedziłem zawodników z mojej dawnej grupki. Po uświadomieniu sobie, że nie jestem w stanie dogonić nikogo więcej skupiłem się na rzetelnym przejeżdżaniu każdego odcinka i dobrej zabawie na trasie. Zawody kończę na 4 miejscu w kategorii Orlik, z lekkim niedosytem, ponieważ jest to pierwsze miejsce za podium i wiem że stać mnie na więcej. Jednak pocieszam się, że wszystko jeszcze przede mną i to tylko kwestia czasu jak stanę na jego najwyższym stopniu.

NIEDZIELA

Zaczyna się kolejny piękny dzień, niestety moje samopoczucie nie jest takie świetne… Sobotnie ściganie zostawiło po sobie ślad, mimo wzmożonej regeneracji. Mimo to starałem się myśleć pozytywnie i dać z siebie wszystko. Po przyjechaniu do miejscowości Stobierna (koło Dębicy), gdzie odbywać się miały Otwarte Mistrzostwa Powiatu Dębickiego w Kolarstwie Górskim w Konkurencji XC, wiedziałem, że będzie to bardzo „ciepły” wyścig, gdyż jego trasa poprowadzona była po stoku narciarskim i brak było jakiejkolwiek osłony od słońca. Początkowo prosta i krótka trasa zrobiła wszystkim zawodnikom psikusa. Na szczęście, ze względu na upał i ostre słońce, połączono ze sobą wiele kategorii i wszyscy z grup najstarszych wystartowaliśmy w jednym momencie. Na starcie zostaliśmy poustawiani według kategorii wiekowych. Stojąc już na swoim miejscu wizualizowałem w głowie plan mający na celu wyprzedzenie jak największej ilości zawodników zaraz za linią startu. Chwila ciszy… skupienie… i poszli! Od pierwszych metrów wszystko szło według planu i po paru zakrętach miałem już przed sobą czyste pole z paroma zawodnikami , którzy i tak jechali na innym dystansie i nie byli w mojej kategorii wiekowej, miałem również świadomość, że są poza moim zasięgiem wydolnościowym i nie jestem w stanie ich dogonić. Skupiłem się zatem na przeciwniku z mojej kategorii, który jechał zaraz za mną. Szybko zorientowałem się, że jeżeli chodzi o prędkość podjeżdżania to nie byłem lepszy od Janka i jedynym miejscem, które mnie ratowało były stosunkowo proste, ale niezmiernie śliskie, szybkie zakręty, na których łatwo można stracić, bądź zyskać cenne sekundy. Na wyścigach tego typu, gdzie przeciwnikami nie są tylko i wyłącznie zawodnicy, ale również temperatura i smażące słońce, trzeba pamiętać o nieustannym nawadnianiu się oraz wzmocnieniu naturalnego chłodzenia w postaci dodatkowego polewania się wodą. Pech chciał, że na początku drugiego z trzech kółek, które miałem przejechać, w wyniku wyboistego terenu mój bidon z jakże cennym ładunkiem wylądował na trasie wyścigu, skazując mnie tym samym na zwolnienie tępa w wyniku przegrzania, które objawiało się u mnie odczuciem zimna w ten niezwykle upalny dzień oraz wzrostem tętna, które monitoruję przez cały czas trwania zawodów. Na szczęście po zatankowaniu kolejnej porcji wody byłem w stanie wrócić do swojego normalnego tempa i szczęśliwie na początku ostatniego okrążenia zacząłem powoli odrabiać straty i „urywać” swojego przeciwnika. W rezultacie zwyciężyłem w swojej kategorii z przewagą około 20 sekund. Na metę wjechałem bardzo zmęczony, ale jeszcze bardziej szczęśliwy, że mogłem stoczyć naprawdę wyrównaną i uczciwą walkę z Jankiem Miłkiem, zdobywając równocześnie pokaźną ilość punktów do klasyfikacji generalnej w Podkarpackiej Lidze rowerowej.

Małgorzata Gałda

Kacper Czudec

foto: SYLWIAPOREBA.PL

Reklama



Reklama



Małgorzata Gałda
Redaktor działu Turystyka i Sport - Domorosła kucharka, turystka, społecznik i wolontariusz. Za sprawą Taty –miłośniczka sportów wszelakich. Wakeborder - Amator, przez duże A. Bywa trenerką Jogi Śmiechu. Otwarty umysł. Niepokorny duch. Wieczne dziecko. Marzycielka.
http://www.poludniowapolska.pl

Podobne artykuły

Top
%d bloggers like this: