Jesteś tutaj
Home > Sport i Turystyka > SZTUKA WIDOWISKA. ULTRA ROZTOCZE

SZTUKA WIDOWISKA. ULTRA ROZTOCZE

Ultraroztocze foto: Piotr Dymus

Zdaniem niektórych, bieganie podobnie jak teatr to rodzaj widowiska, podczas którego zawodnik niczym aktor na żywo odgrywa sztukę czasem dla zgromadzonej widowni, a czasem tylko przed samym sobą. . . Czy to możliwe? 


Recenzja Letniego Roztocza.

Józefów 19-20 maj 2018r. 

To tutaj mieściło się biuro zawodów II edycji letniego Ultra Roztocza i to tutaj rozegrał się jedyny w swoim rodzaju spektakl, którego zakończenia nie był w stanie przewidzieć nawet sam „reżyser” Sławek Konopka. Sztuka, dla której kraina konika polskiego na chwilę stała się żywą sceną, gdzie w rolach głównych wystąpiło ponad 500 aktorów będących jednocześnie publicznością całego widowiska. 

Na co dzień zwykli – niezwykli zjadacze chleba, mierzący się z troskami życia codziennego, na kilka godzin zawijając na nadgarstku buffa, stawiając czoła wyzwaniu 120 km, 90 km, 60 km i 30 km, podążając dzikim szlakiem Roztocza – zamienili się w bohaterów. 

Akt pierwszy sztuki rozegrany został w samym sercu wspomnianego już Józefowa. Stąd wczesnym rankiem, zanim jeszcze zaczęły rozbrzmiewać chrząszcze z pobliskiego Szczebrzeszyna, w blasku migoczących czołówek wystartował najdłuższy tegoroczny dystans 120 km – skryte marzenie niejednego początkującego biegacza.  Jak trafnie określił sam reżyser – Sławek Konopka: „Ta piękna magiczna trasa jest wisienką na torcie roztoczańskim”.

Ten, kto podjął wyzwanie, zobaczył to, co najpiękniejsze na Roztoczu! Skosztował magii ukrytej pośród zieleni lasu, poczuł zapach natury, nacieszył oczy widokiem polskiej wsi i miejscowego folkloru. Niewiele jest już w Polsce zakątków tak bardzo autentycznych, wręcz nietkniętych postępem cywilizacji, miejsc gdzie ziemia dla ludzi jest wciąż synonimem życia, bo to ona odpowiednio pielęgnowana daje plony… Mając 26 godzin na pokonanie najdłuższego dystansu, mierząc się z pozornie płaską trasą (przewyższenia: + 1575 m, – 1599 m) ma się czas na niejedną refleksję. Pomijając czołówkę biegaczy, którzy jak charty napierają do mety, większość śmiertelników rozgrywa walkę pomiędzy sobą, a sobą. Euforia przeplata się z poczuciem bezradności, i tak na okrągło – kilometr po kilometrze. Kiedy przychodzi chwila bezsilności trzeba znaleźć tę iskrę, która na nowo obudzi ducha walki – poczucie, że to co robisz ma sens. Roztocze dlatego właśnie jest magiczne, bo tutaj nawet deszcz pada inaczej… Kiedy krople spływają po twarzy mimowolnie przyspieszasz krok i płyniesz w biegu, gdy niespodziewanie konar drzewa powali Cię na kolana pokonując prędkość światła, wstajesz i mkniesz czując, jak nagle nogi same Cię niosą, a gdy totalnie brak Ci sił zza drewnianego płotu niepozornego domku, pokrytego strzechą wychyla się staruszka z chustą zawiązaną pod szyję na kokardkę i woła do Ciebie niczym najwierniejszy kibic „jeszcze tylko 5 km do mety, dacie radę!” Potem już tylko kawałeczek lasem, podbieg, zbieg, ostatnia przeprawa w kamieniołomach  i widok wieży basztowej symbolizującej, że lada moment rozegrany zostanie ostatni akt. Zanim jednak bohaterowie dotarli do tego miejsca, zostawili za swoimi plecami Susiec, Krasnobród, Zwierzyniec, Górecko Stare – miejscowości partnerskie. To tutaj odbywały się kolejno starty wszystkich dystansów oraz znajdowały się punkty rozpusty (żywieniowe), to tutaj czekały życzliwe uśmiechy wolontariuszy pakujących do plecaków smakołyki na dalszą cześć podróży, która dla wszystkich kończyła się na deptaku w Józefowie. Tam na wszystkich bez wyjątków czekała ekipa Ultra Roztocza na czele z nim… reżyserem wydarzenia. Jednych witał okrzykiem, innym przybił piątkę, tych co mieli w nogach najwięcej dosłownie „lał pasem po tyłku”. Czekali też kibice, medale, pyszny bigos podawany przez panie, które niczym troskliwe mamy nie żałowały nikomu dokładki. To wszystko dla tych, których szum wiatru, zasłyszane dobre słowa, kilka ciepłych zdań w otrzymanej wiadomości, wsparcie towarzysza, czekająca bliska osoba.. ciągnęły do przodu, dla tych, których raz głowa, raz serce, raz nogi, a raz pasja zaniosły w stronę marzeń… a czy w życiu są piękniejsze chwile od tych, kiedy marzenia stają się rzeczywistością? 

Nazajutrz na rynku w Józefowie odbyła się oficjalna dekoracja, a wyróżnienia wręczył burmistrz miasteczka. Najlepszym z najlepszych tegorocznej edycji królewskiego 120 km dystansu, z czasem 10:34 został Patryk Aid. Finał wydarzenia był wyjątkowy, tak jak wyjątkowe było całe widowisko dnia poprzedniego. Wywoływani zwycięzcy poszczególnych dystansów wskakiwali na metalowe podium pamiętające pewnie czasy pierwszych zawodów biegowych w Polsce, ktoś rzucił żartem, ktoś inny opowiedział swoją przygodę, ktoś nie mógł sam zejść ze schodów… Było tak zwyczajnie, a jednak magicznie… Czar Roztocza trwał.

http://www.ultraroztocze.pl/wyniki.html

 

Foto: Piotr Dymus PHOTOGRAPHY

http://www.ultraroztocze.pl/wyniki.html

Reklama



Podobne artykuły

Top
%d bloggers like this: