Jesteś tutaj
Home > Styl Życia & Art > KORTEZ ZNÓW ZACZAROWAŁ PUBLICZNOŚĆ – KONCERT Z ZESPOŁEM NA DESKACH FILHARMONII PODKARPACKIEJ

KORTEZ ZNÓW ZACZAROWAŁ PUBLICZNOŚĆ – KONCERT Z ZESPOŁEM NA DESKACH FILHARMONII PODKARPACKIEJ

Kortez Rzeszów Anna Rawska portal Południowa Polska

Kortez od nowego roku wyruszył z kolejną trasą koncertową promującą wydany w listopadzie ubiegłego drugi album muzyka – „Mój dom”. Na jego trasie nie mogło zabraknąć także Rzeszowa – bilety na koncert sprzedały się jak świeże bułeczki, a sala wypełniona była niemal do ostatniego miejsca. Po raz kolejny koncert zorganizowany został w Filharmonii Podkarpackiej – miejscu idealnie pasującym klimatem do muzyki jaką tworzy Kortez. Tym razem koncert odbył się z udziałem zespołu – obok Korteza na scenie zagrali także: Krzysztof Domański, Kuba Galiński, Lesław Matecki i Marcin Ułanowski.

Poniedziałkowy wieczór Filharmonia Podkarpacka. Sala niemal pełna. Wolne jedynie pojedyncze miejsca, pomimo wyprzedania wszystkich biletów. Początkowo szmer i gwar, ktoś wchodzi, ktoś wychodzi. Większość jednak zajmuje miejsca. Patrzę na zegarek – punkt 20:00. Scena nadal pusta, jedynie z porozstawianymi instrumentami muzycznymi. 20:05 – gasną światła, zapada cisza. Wszyscy z zapartym tchem czekają – jedni na pierwsze takty fortepianu, inni na pierwsze wersy wyśpiewane przez charakterystyczny twardy, zachrypnięty głos chłopaka z Iwonicza o wyglądzie chuligana. Wychodzi na scenę. Jak zwykle na luzie – tym razem w czerwonej bluzie z kapturem i ciemnym kaszkietem na głowie, w sportowych butach, luźnych spodniach. Razem z nim członkowie towarzyszącego mu na dzisiejszym koncercie zespołu. Zajmują miejsca, zaczynają. Uczty dla zmysłów początek…

Kortez, a właściwie występujący pod takim pseudonimem Łukasz Federkiewicz pierwsze kroki stawiał w jednym z muzycznych talent show, jednak jego potencjał nie został wówczas zauważony przez jury. Można powiedzieć, że wyszło mu to na dobre, bo na wspomnianym precastingu wypatrzył go szef Jazzboya (wytwórni płytowej) – Paweł Jóźwicki. Kilka miesięcy później podpisał kontrakt płytowy i rozpoczął pracę nad debiutanckim materiałem. Pierwsze utwory – w tym emocjonujący utwór „Zostań” (który w przeciągu dwóch lat zanotował 10 milionów wyświetleń na youtube) zaprezentował niecały rok później. „Zostań” i „Od dawana już wiem” przez wiele miesięcy utrzymywały się w czołówce Listy Przebojów radiowej Trójki. Jego debiutancki album – Bumerang pokrył się podwójną platyną, a Mój dom – zapowiada kolejny sukces. Zdobywca Fryderyka 2016 za fonograficzny debiut roku, Nagrody Muzycznej Programu Trzeciego – „Mateusz” w kategorii muzyka rozrywkowa – debiut oraz Nagrody Publiczności na festiwalu w Opolu w 2016 roku. 

https://web.facebook.com/poludniowapolska/videos/2134844040080897/?t=31

Wysoki, małomówny o melancholijnym spojrzeniu. Puzonista, pianista i gitarzysta, kompozytor i wokalista. Od dziecka związany z muzyką, z którą nie zawsze było mu po drodze. Nauczyciel rytmiki w przedszkolu, pracownik fizyczny na budowie, drwal z Bieszczad, ochroniarz w dyskoncie przymykający oko na drobne kradzieże dokonywane przez biednych i potrzebujących. Obdarzony jest niezwykłą, muzyczną wrażliwością, ogromnym talentem i głosem, który zdobył serca setek tysięcy fanów. Wyjątkowy, głęboki i lekko szorstki wokal, bluza z kapturem i czapka z daszkiem stały się jego cechami rozpoznawczymi. Jak sam przyznał w jednym z wywiadów – nie jest to żadna kreacja sceniczna, taki już jest, że na scenę wychodzi w tym, co akurat w danym dniu ma na sobie. Swoim wyglądem bardziej przypomina hiphopowca, chuligana z blokowiska niż chłopaka śpiewającego ballady o uczuciach.

Poniedziałkowy koncert Kortez rozpoczął krótkim „Dobry wieczór” oraz utworem otwierającym najnowszy album – „Pierwsza”, by potem przeplatać kawałki z debiutanckiej płyty z tymi z promowanego obecnie albumu. Usłyszeliśmy zatem melancholijne „Zostań”, opowiadający o rozstaniu „Dobry Moment”, „Dobrze, ze Cię mam” – utwór który wywołał gromkie brawa u zebranej publiczności, „Ludzi z lodu” oraz jeden z żywszych kawałków Korteza, pochodzący z Bumeranga – „Z imbirem” nagrodzony brawami już po pierwszych kilku taktach. Następnie „Od dawna już wiem” i niemal  hipnotyzujący kawałek „Uleciało”, podczas którego usłyszeliśmy kilka mocnych gitarowych dźwięków. Po przedstawienie składu zespołu Kortez uciekł ze sceny. Długo dał się prosić o jeszcze kilka kawałków, ale głodna jego głosu publiczność wytrwale oklaskiwała artystę zachęcając do ponownego wyjścia na scenę. Na bis usłyszeliśmy m.in. „Pocztówkę z kosmosu”, singiel z nowej płyty – „Mój dom” oraz po zejściu zespołu ze sceny, solowe wykonanie jedynie przy akompaniamencie własnej gitary utworu „Joe” – napisanej dla syna kołysanki oraz „Ćmy barowej”.

Kortez jak to Kortez, przez cały koncert nie odezwał się ani słowem, pogrążony w swoim świecie skupiał się na śpiewie, grze na instrumentach i przekazywanych dzięki temu emocjach. Jak sam wielokrotnie powtarzał na scenie skupia się na tym, by jego występ był prawdziwy, a nie polegał jedynie na odegraniu czy odśpiewaniu kawałków i zabawianiu publiczności. Dla jednych wada, dla większości chyba jednak zaleta. Fani nie odśpiewywali wspólnie z artystą tekstów jego kawałków, w skupieniu, zamyśleniu kontemplowali piękno przekazywanych emocji zawartych w prostych wersach, nastrojowej muzyce, wpatrzeni w zakapturzonego chłopaka siedzącego przy fortepianie, czasami brzdękającego na gitarze, pozwalającego od czasu do czasu dać wykazać się zespołowi mu towarzyszącemu.

Z poniedziałkowego koncertu każdy powinien wyjść usatysfakcjonowany – fani lekko zachrypniętego głosu Korteza, twórczości artysty, opowiadających o życiu, o uczuciach i ich braku ballad, wielbiciele fortepianu, ale także fani mocniejszego gitarowego brzmienia, co zafundował stanowiący tło dla głównego wokalisty zespół. 

Koło twórczości Korteza nie da sie przejść obojętnie. Kto raz usłyszał chociaż jeden kawałek na pewno będzie chciał sięgnąć po więcej. Proste ale sensowne teksty, szczere emocje przekazywane na scenie, skromność i pewnego rodzaju nieśmiałość, dźwięki fortepianu i towarzysząca temu piękna oprawa świetlna powodują, że koncert artysty mimo iż dość prosty w swoim przekazie, bez użycia zbyt wielu efektów specjalnych (jedynie gra oświetleniem), staje się pięknym, emocjonalnym widowiskiem, w trakcie którego nie musisz nawet patrzeć, wystarczy, że słyszysz..

Kto jeszcze nie był na koncercie Łukasza Federkiewicza, będzie miał okazję spróbować szczęścia w zdobyciu biletów na 7 maja – dodatkowy koncert, o którym poinformował sam artysta dziękując za spędzenie z nim czasu w poniedziałkowy wieczór. Trzeba się spieszyć, bo ilość miejsc jest ograniczona (koncert także w Filharmonii), a kto próbował, ten wie, że bilety rozchodzą się bardzo szybko. 

Powodzenia i do zobaczenia! 

Anna Rawska

Reklama



Reklama



Podobne artykuły

Top
%d bloggers like this: