Jesteś tutaj
Home > Styl Życia & Art > „The best of” KASIA KOWALSKA w rzeszowskim klubie Life House”

„The best of” KASIA KOWALSKA w rzeszowskim klubie Life House”

Kasia Kowalska w klubie Life House Ania Rawska portal Południowa Polska

W piątkowy wieczór (10 listopada) na koncertowej scenie rzeszowskiego klubu Life House wystąpiła Kasia Kowalska – filigranowa kobieta z gitarą o charakterystycznym, mocnym, zachrypniętym głosie, która na polskiej scenie muzycznej gości już od ponad dwudziestu lat. W tym czasie wydała osiem albumów, z czego każdy pokrył się złotem lub platyną, a także wiele hitów zajmujących czołowe miejsca listach przebojów polskich rozgłośni radiowych. W ubiegłym roku – po ponad ośmioletniej przerwie wydała singiel „Aya” – zapowiadający pierwszy po tak długim czasie album z autorskim materiałem. Koncert zatytułowany „The Best of” jak sama nazwa wskazuje stanowił podróż po największych przebojach artystki.

Kasia Kowalska z muzyką związana była od zawsze – już jako kilkuletnia dziewczynka zajęła pierwsze miejsce w konkursie piosenki zuchowej, a w latach szkolnych urywała się z lekcji, aby śpiewać w pierwszych, wówczas amatorskich kapelach. Karierę rozpoczęła w latach 90-tych – zanim nagrała swój debiutancki album, współpracowała z takimi zespołami jak Human, Fatum, Hetman, Piersi, czy Talking Pictures. W tym czasie największy sukces przyniosła jej jednak współpraca z zespołem założonym wspólnie z Robertem Amirianem – Evergreen. Jako nastolatka miała już na swoim koncie występy z Ewą Bem, a nieco później wspólną trasę z Edytą Bartosiewicz, podczas której promowała swoją debiutancką płytę Gemini. Występowała także jako suport przed koncertami Boba Dylana czy Stinga w Polsce.
Laureatka wielu prestiżowych nagród (m.in. Fryderyka, Superjedynek) piątkowy koncert rozpoczęła od utworu „Antidotum”. Następnie usłyszeliśmy „Pieprz i sól”, „Co może przynieść nowy dzień” oraz bardzo mocno rockowy kawałek „Czekam, boję się”. Nie zabrakło także utworu „Prowadź mnie” wykorzystanego w filmie „Tylko mnie kochaj”. Artystka nadała mu jednak nowe życie, wykonując go w całkiem inny sposób – zaczynając spokojnie, a kończąc mocno rockowymi dźwiękami. Wykonanie przypadło publiczności do gustu gdyż wywołało gromki aplauz. Na koncertowej set liście Kasi nie zabrakło także utworu „Jak rzecz”, który wokalistka wykonała przy udziale rozśpiewanej publiczności, oraz kolejnej nastrojowej ballady – manifestu „Bądź pewny”.
Następnie nastąpiła zmiana klimatu i usłyszeliśmy najnowszy singiel artystki „Aya”, którego tekst brzmi: „Rzuć za siebie – zwątpień czarnych garść, zajrzyj w siebie – w świat jaskrawych barw”. Utwór ten – pod względem muzycznym i tekstowym jest swego rodzaju innowacją w twórczości Kasi, afirmacją pozytywnego podejścia do życia. Artystka bowiem przez lata kojarzona była ze smutnymi rockowymi hymnami o miłości, przez niektórych nawet określanymi mianem depresyjnych.
Tego wieczora Kasia była jednak w bardzo dobrej kondycji, pokazała, że wciąż ma bardzo mocny, rockowy wokal oraz spore pokłady scenicznej energii do uwolnienia. Kontakt z publicznością nawiązała dopiero po kilku pierwszych piosenkach, żartując, że jest wstydliwa, „buczy” sobie pod nosem, a rozkręca się dopiero później – gdy koncert dobiega końca. Mimo, iż artystka wielokrotnie w przeszłości przyznawała w wywiadach, ze scena jej przeszkadza, tym razem można było odnieść wrażenie, że czuła się jak ryba w wodzie, zwłaszcza przy takich utworach jak „Tak, tak to ja” Grzegorza Ciechowskiego (muzycznego mentora Kasi, którego utwory jak sama przyznała wykonuje na każdym koncercie – ku jego pamięci), „Anhedonia” czy „Domek z kart”. Kasia nie była jednak sama – publiczność bawiła się razem z nią – klaskała, tańczyła, śpiewała, niekiedy a capella – utwory, które chciałaby usłyszeć w wykonaniu artystki, co główna zainteresowana przyjmowała bardzo humorystycznie, utrzymując świetny kontakt z publicznością.
Podczas piątkowego koncertu mogliśmy usłyszeć jeszcze takie przeboje w wykonaniu Kasi i jej zespołu jak „Maskarada”, „Wyrzuć ten gniew” czy „Coś optymistycznego”, a na bis „To co dobre” oraz „Bezpowrotnie”, choć można by powiedzieć, że w przypadku tego pierwszego – to publiczność zaśpiewała za Kasię.
Kasia Kowalska jest ikoną polskiego popu i rocka lat 90-tych, ale także autorką wielu przebojów następnej dekady. Jedni kojarzą ją jeszcze z okładki do kasety Gemini czy „Czekając na…”, pokolenie współczesnych 20- i 30-latków z utworów nagranych w latach 2002-2008, tj. „Antidotum”, „Pieprz i sól”, „Maskarada” czy „Spowiedź”. Piątkowy koncert w rzeszowskim klubie muzycznym Life House z powodzeniem zaspokoił gusta słuchaczy w każdym wieku, zwłaszcza, że rozpiętość wiekowa była dość duża, a frekwencja spora – fani muzyki Kasi Kowalskiej szczelnie wypełnili klub.
Artystka po koncercie nie była zbyt rozmowna – niechętnie odpowiadała na pytania, jednak z każdym wiernym fanem, który czekał na nią przy stoliku z płytami nie odmówiła zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia czy pozostawienia autografu.

Ania Rawska

Reklama



Podobne artykuły

Top
%d bloggers like this: