Jesteś tutaj
Home > Sport i Turystyka > „KAWA W PODRÓŻY” „KAWA W INDIACH” – KLUB ŚMIECHU

„KAWA W PODRÓŻY” „KAWA W INDIACH” – KLUB ŚMIECHU

Kawa w Indiach Paulina Kawa Południowa Polska

Jest 5:00. Za oknem jeszcze ciemno. Zegar pokazuje, że czas wstawać. Zamówiony wczoraj transport czekał już na nas przed hotelem. Schodzimy na dół, mijając śpiący na korytarzach personel. Wsiadamy do taksówki i ruszamy w stronę japońskiego parku w dzielnicy Rohini. Po 6:00 byliśmy już na miejscu. Było ciągle ciemno. W parku pomiędzy drzewami było widać ćwiczące postacie. W Indiach troska o zdrowie i wychowanie fizyczne motywowana jest względami religijnymi oraz wymogami obronności kraju. Przez wiele stuleci ukształtował się system gimnastyczny, który dziś nazywamy jogą. Rozglądaliśmy się za miejscem, gdzie ma odbyć się gimnastyka śmiechu. Znaleźliśmy. Byliśmy przed czasem i kilka osób, które również przyszło wcześniej, tak jak my ćwiczyło tradycyjną jogę. Około 6:30 grupa zaczęła się powiększać i rozpoczęła się sesja jogi śmiechu. Joga śmiechu to droga do budowania zdrowia i wewnętrznej radości. To wyjątkowa praktyka, która łączy bezwarunkowy śmiech z oddechowymi ćwiczeniami. Korzyści płynących z uprawiania jogi śmiechu jest dużo (o jodze śmiechu możesz przeczytać poniżej).
Ćwiczenia wykonywaliśmy w okręgu i dało się zauważyć mocny podział na mężczyzn i kobiety. Ten podział jest zauważalny też w innych dziedzinach życia codziennego np. w szkołach – chłopcy i dziewczynki uczą się i spędzają czas na zabawie osobno.
Czas mijał szybko, wiele osób patrzyło na nas z zaciekawieniem. Robiliśmy wspólne zdjęcia. Po zajęciach zapytaliśmy uczestników, gdzie możemy pójść zjeść śniadanie – na co jedna z Pań odpowiedziała:
– Zapraszam na śniadanie do mnie!

Nie zastanawiając się długo przyjęliśmy zaproszenie. Cieszyliśmy się, że będziemy jeść śniadanie u hinduskiej rodzinki. Ruszyliśmy. Po drodze zatrzymaliśmy się na świeże kokosy. To mój pierwszy kokos! Najpierw wypiłam mleczko kokosowe, następnie Hindus za pomocą małego sierpa rozciął owoc na pół i mogłam wyjeść miąższ kokosowy – coś wspaniałego! Po takiej przystawce mogliśmy ruszyć do mieszkania, gdzie czekały na nas kolejne indyjskie przysmaki.
I tak już drugiego dnia wylądowałam na tradycyjnym hinduskim śniadaniu. Gospodyni przygotowała nam parathe (paratha to rewelacyjny chlebek indyjski, który robi się na świeżo i zjada się od razu, często w środku takiego placuszka pojawia się starty kalafior lub czosnek. Te placuszki najczęściej smażone są na maśle ghee). Do parathy podany został naturalny jogurt. Gospodyni zaprosiła nas do swojej kuchni, by zademonstrować nam jak powstaje tradycyjne indyjskie śniadanie. Obowiązkowo do tego zestawu pojawiła się masala chai (masala chai to narodowy napój w Indiach, jest to mocna czarna herbata z dużą ilością przypraw, mlekiem i sporą łyżką cukru). Myślę, że taki chai stawia na nogi bardziej, niż kawa, którą można dostać w Indiach.

Przy śniadaniu gospodarze domu zdążyli opowiedzieć nam o całej swojej rodzinie. Historii było wiele. Z ogromnym zaciekawieniem wysłuchaliśmy opowieści o odmiennych zwyczajach ślubnych w rodzinie. Jedną z tradycji jest to, że Pan Młody jedzie do narzeczonej na białym koniu. Tak jak w bajkach. A w Indiach praktykuje się to do dnia dzisiejszego.
Poranek pełen wrażeń minął szybko. Było około 10:00, kiedy pożegnaliśmy indyjską rodzinkę i ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie miasta.

W kolejnych trzech dniach ponownie odwiedzaliśmy klub śmiechu. Jednego dnia trafiliśmy na święto Lorhi (Lorhi to popularne indyjskie święto ognia i plonów, które ma charakter dożynkowy. Najbardziej popularnymi zwyczajami są śpiewy specjalnych pieśni i taniec w rytm dwustronnego bębna. Święto wypada w połowie stycznia). W tym dniu po ćwiczeniach wszyscy wspólnie celebrowaliśmy. Każdy przyniósł coś do jedzenia i picia. Młody bębniarz nadawał rytm śpiewanym piosenkom. Nawet my mieliśmy swoje 5 minut – zaśpiewaliśmy radośnie „szła dzieweczka do laseczka…” Było ok. 7:30. Wszyscy tańczyli, śpiewali i dobrze się bawili. W tym dniu robiono w klubie podsumowanie obecności i z podziwem oklaskiwałam Pana Vijay Sharmę, który otrzymał tytuł najbardziej wytrwałego członka. Pan Vijay opuścił tylko 5 spotkań przez okres całego roku, co oznacza, że prawie codziennie dzień zaczynał ćwiczeniami w parku. Takie kluby w parkach prowadzą skrupulatnie dzienniki obecności.
Cieszę się, że mogłam z tymi ludźmi spędzić tych kilka poranków! I mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję, by ich odwiedzić ponownie 😉 Nasz czas w New Delhi zbliża się ku końcowi i czas wyruszyć w dalszą drogę, by zobaczyć inne miasta!

Paulina Kawa

cdn…

Trenerka jogi śmiechu i zdrowia. Inspiratorka.
Kocha podróże, naturalne słodycze i taniec.
Pasjonatka aktywnego i świadomego stylu życia w zgodzie z naturą.
Autorka bloga www.liferoots.pl

Reklama



Reklama



Paulina Kawa
Trenerka jogi śmiechu i zdrowia. Inspiratorka. Kocha podróże, naturalne słodycze i taniec. Pasjonatka aktywnego i świadomego stylu życia w zgodzie z naturą. Autorka bloga www.liferoots.pl
http://www.poludniowapolska.pl

Podobne artykuły

Top
%d bloggers like this: