Jesteś tutaj
Home > Sport i Turystyka > RUTYNA JEST TWOIM WROGIEM

RUTYNA JEST TWOIM WROGIEM

Patryk Niewczas CrossFit, portal Południowa Polska

Samodyscyplinę i upór wyssał z mlekiem matki. Skromny, nieprzyzwoicie ułożony jak na tak młodego człowieka. Patryk Niewczas niedawno świętował swoje zwycięstwo na największych zawodach CrossFit w kraju. Udało nam się go zaprosić do udzielenia pierwszego i na pewno nieostatniego wywiadu w życiu. Nazwisko pewnie już znacie, zanotujcie więc imię.

Jesteś związany ze sportem niemal od kołyski. Czy będąc synem Mistrzyni Świata mogło być inaczej?

Pewnie nie (śmiech). Przygodę ze sportem rozpocząłem od karate tradycyjnego, oczywiście dzięki mojej mamie, to prawda. W wieku pięciu lat poszedłem na pierwszy trening i tak trwało to do 16, 17 roku życia, czyli blisko 12 lat. Przez te lata przewinęło się też wiele dyscyplin sportowych, głównie pływanie, jestem ratownikiem, ale też jeździectwo i tenis.

Jaki masz pas w karate?

Doszedłem do brązowego, nie odczuwałem specjalnej presji żeby zdawać na kolejne pasy. Zainteresowałem się czymś innym – rozpocząłem treningi na siłowni. Jako młody licealista poszedłem trochę za nurtem i modą na uginanie bicepsa i tricepsa. Tak trenowałem około roku, ale po czasie zaczynało mnie to trochę nudzić, dopadła mnie monotonia, więc szukałem jakiejś alternatywy do tego rodzaju treningów.

Jak trafiłeś na CrossFit?

Serfując w Internecie natrafiłem na różne informacje i filmiki. Zainteresowałem się i podpytałem kolegów. Spodobało mi się to i zacząłem swoją przygodę początkowo na własną rękę. Odpowiadało mi to, że codziennie jest coś innego. Coraz bardziej zgłębiałem temat i dowiedziałem się, że w Rzeszowie jest Crossfit Rzeszów, ale do poprzedniej siedziby nie było mi po drodze i kontynuowałem treningi na siłowni. Miało to jednak swoje minusy, bo nie mogłem tak swobodnie rzucić ciężarem, czy szybko zmienić ćwiczenia. Inaczej też trenuje się w gronie osób które ćwiczą to samo, a inaczej w obcym środowisku.

Rozumiem, wy raczej wszystko robicie w tempie, jesteście w grupie i zmieniacie stanowiska.

Dokładnie w Crossficie mamy taką swoja społeczność, „community”. Wspieramy się, rozumiemy, bo robimy to samo. Razem „umieramy” po treningu na równi i razem mówimy „routine is your anemy” (rutyna to twój wróg). A w zwykłej siłowni tego nie miałem, mimo to trenowałem na niej do końca roku szkolnego. Później wyjechałem do Stanów na wakacje do pracy jako ratownik wodny. Znalazłem się w kolebce CrossFitu i miałem tam okazję przez trzy miesiące w prawdziwym boxie (przyp.red. box- sala w której trenuje się CrossFit) w Alexandrii pod Waszyngtonem. To rzuciło nowe światło na moje treningi i zdecydowałem, że muszę zapisać się do profesjonalnej grupy, tak trafiłem do CrossFit Rzeszów, gdzie trenuję do dzisiaj.

Jesteś szeregowym klubowiczem czy masz swój własny cykl przygotowań?

Pierwsze pół roku robiłem treningi – WOD-y (workout of the day, z ang.trening dnia) z grupą, które się codziennie zmieniają. Później przestało mi to wystarczać, chciałem się rozwijać i robić coś więcej, więc trenowałem z trenerem Skubim, Wojciechem Skubiszewskim „po godzinach”. Rozpocząłem Competitors Training, zestawy dostępne on line, tworzone przez Bergerona (przyp.red.Ben Bergeron światowej sławy trener CrossFit), który wychował dwóch mistrzów świata wśród kobiet i mężczyzn. Podążałem tą drogą przez kolejne 6 miesięcy. Obecnie od pół roku jestem na profesjonalnym programowaniu, The Training Lab z Warszawy, tworzonym przez Marcina Fridricha i Pawła Raczyńskiego. Dostaję od nich codziennie nowy program, realizuję go i odsyłam im wyniki. Mogę powiedzieć, że są cichymi ojcami moich niedawnych osiągnięć.

Jaką masz dietę? Przy takim wysiłku na pewno musisz się odpowiednio odżywiać.

W żywieniu wspomaga mnie Fresh Fit Rzeszów. Moje posiłki są dostarczane do mnie codziennie w pudełkach, także nie muszę się o nic martwić. Jest to dla mnie duża wygoda, bo pamiętam jak wiele czasu spędzałem wcześniej w kuchni na przygotowaniu posiłków. Głównie był to kurczak z ryżem i warzywami, więc duża monotonia. Jestem teraz bardzo zadowolony, bo dostaję codziennie coś nowego. To pełne 6 posiłków, których na pewno sam bym sobie nie przyrządził. Nie muszę też szybko po wysiłku biec do domu, żeby coś przygotowywać, tylko otwieram pudełko i jem.

Czym zajmujesz się na co dzień, oprócz trenowania Twojej ulubionej dyscypliny?

Studiuję Wychowanie Fizyczne i Prawo na Uniwersytecie Rzeszowskim. Także codziennie jestem na uczelni. Prowadzę zajęcia z karate tradycyjnego w Akademii Karate Tradycyjnego mojej mamy na Hali na Podpromiu. Cały dzień w rozjazdach. Przeważnie wstaje rano, idę na boxa, potem uczelnia, później mam karate z dzieciakami, czasem mam też drugą sesję treningową.

Ambitne podejście. Masz jakieś pomysły na rozwój swojej kariery zawodowej?

Na razie nie zastanawiałem się co będę robił po studiach, ale mam nieśmiałe plany związane z aplikacją adwokacką lub sędziowską. Jeszcze zobaczę, mam 2 lata studiów jeszcze przed sobą, wszystko się może jeszcze zmienić.

Jesteś bardzo zapracowanym młodym człowiekiem, przypomnij ile masz lat?

21.

No właśnie! Nie umniejszając zalet dzisiejszej młodzieży, bo wierzę w młodych ludzi, ale wielu Twoich rówieśników spędza jednak bardzo dużo czasu przed ekranami komputerów.

Niestety, ale uważam, że wszystko można zrobić. Samozaparcie, dyscyplina i dobra organizacja – wtedy można znaleźć czas i na trening i na inne aktywności.

Masz czas na życie prywatne? Dziewczynę, znajomych?

Na pewno nie chodzę za dużo ze znajomymi na miasto, z resztą, po ludzku nie mam czasem siły, ale czas dla najbliższych i dziewczyny jeszcze się znajdzie (śmiech). Nie jest go może za dużo, ale staram się za bardzo nie zaniedbywać tej sfery życia.

Czyli masz wyrozumiałą rodzinę i najbliższych.

Tak, na pewno. Z resztą otaczają mnie sami dobrzy ludzie. Korzystając z okazji chciałem podziękować Piotrowi Skorupce, właścicielowi Unbroken Store, który wspiera mnie i wierzy we mnie oraz dba o moje zaplecze zawodnicze.?

Czy stosujesz suplementację? Jak tak, to jaką?

BCAA, kreatyna, izolat białka, probiotyki itp.

Korzystasz też pewnie z pomocy fizjoterapeutów.

Tak, ale o to już dbam na własną rękę. Tutaj też kieruje kolejne podziękowania dla Kuby Surmacza i Bartka Gołojucha, którzy pomagają mi w regeneracji, także podczas zawodów. Po kilku jednostkach treningowych ciało jest strasznie wyeksploatowane, a oni przywracają mnie do życia. Korzystam, też z ich pomocy w okresie okołostartowym oraz podczas roztrenowania.

Masz bardzo dobrze zorganizowane zaplecze, co pozwala Ci walczyć o najwyższe cele. Czy możesz opowiedzieć nam trochę o Twoich ostatnich zawodach Medieval Games na mazurskim Zamku?

Jak twierdzi organizator, są to największe zawody CrossFitw Polsce. W mojej kategorii było 60 zawodników, którzy reprezentowali dość wyrównany poziom. Trzeba więc było walczyć do końca na każdym treningu .

Czy możesz przybliżyć nam trochę kategorie, na jakie podzielone są uczestnicy na zawodach?

Są trzy główne kategorie: Open, Elite i Masters. Kategoria Elit jest dla zawodników, którzy muszą być przygotowani na wszystko, tzw. „koni” (śmiech), duże ciężary, elementy gimnastyczne, jest to kategoria najwyższa. Druga jest Open, troszkę niżej, różni się tym, że dźwiga się tam mniejsze ciężary. Na przykład Elita ma w martwym ciągu ma 150 kg, a Open 120 kg. A kategoria Masters jest dla osób, które ukończyły 35 rok życia. Na niektórych zawodach mamy tez kategorię TEENS, czyli młodzież do 18 lat.

Wystartowałeś w kategorii Open pośród 60 innych uczestników. Jak wyglądała rywalizacja?

Zawody trwały dwa dni, sobotę i niedzielę. Na wstępie mieliśmy do zrobienia 4 treningi, pierwszy: 1 km pływania na ergometrze wioślarskim, 30 kcal na specjalnym rowerze- airbike, 10 trusterów, czyli zarzutów sztangi i wyrzutów .Następny: mieliśmy znaleźć największy ciężar podczas 3 powtórzeń w overhead squat, czyli przysiadów ze sztangą nad głową, w ten sposób sprawdzono naszą siłę i mobilność. Trzeci trening to 21,15,9: 21 przysiadów ze sztangą za głową, 21 burpees (padnij-powstań), 15 front squat czyli przysiadów ze sztangą trzymaną z przodu, 9 ground to overhead, czyli sztanga dowolnym sposobem ma się znaleźć nad głową i 9 burpees-ów. Ostatni WOD był na czas: 60 wall ball shotów, wyrzutów piłki lekarskiej, 40 przeskoków przez skrzynię, 20 martwych ciągów na 110 kg obciążeniu. Po tych próbach „ucięto” połowę zawodników, czyli 30 osób przechodziło do półfinałów.

Na czym polegał półfinał ?

Był Time Cup, mieliśmy wyznaczony czas 4 minut (ograniczenie czasowe), po którego upływie musieliśmy skończyć trening, który wykonywaliśmy także na czas, bo jeżeli nie wykonaliśmy wszystkiego, to trening był przerwany i nie można było go kontynuować i zdobywać punktów. Składał się z 3 rund: 10 zarzutów z kolan na barki sztangą 60 kg i 3 wejść na linę, później 10:2 i 10:1.

W świetnym stylu awansowałeś do finału. Jak przebiegała rywalizacja?

W finale zostało już tylko 10 osób, była to katorga dla głowy (śmiech). Dużo elementów treningu, nakłada się dwudniowe zmęczenie, jest się po pięciu Wod-ach gdzie każdy był na 101%, bo nie można sobie odpuścić. Jedno rozluźnienie mogło by spowodować duży spadek w rankingu. Finałowe 3 treningi rozpoczynałem z miejsca pierwszego, ale od kolejnego zawodnika dzieliło mnie tylko 7 punktów także mogłem z pierwszej, spaść bardzo szybko na ostatnią lokatę. Presja była dla mnie bardzo duża. Ale finał ułożył się dla mnie bardzo pomyślnie i udało mi się wygrać trzy finałowe rundy. Pomógł mi doping moich kibiców, którzy byli ze mną na zawodach. Kuba Surmacz, Piotrek Skorupka, Hubert Kołodziejczak i Bartek Karczewski, wielkie dzięki, że byliście ze mną! Gdyby nie Wy to w końcówce chyba już robiłbym wszystko dwa razy wolniej.

Co czułeś i myślałeś po wygranej?

Nie wiem, pierwszy raz wygrałem takie duże zawody. Na pewno dostałem dużego kopa i motywację do dalszej pracy. Super, że się udało. Bardzo ucieszyłem się też z nagród, które przyznam były dla mnie trochę taką „marchewką”. Udowodniłem , że rywale nie są poza zasięgiem i to dodało mi nowej energii.

Serdeczne gratulacje! Patrzę na Ciebie i widzę okaz zdrowia. Jednak Cross Fit ma tez mroczną sławę, mówi się, że jest bardzo kontuzjogenny.

To niestety prawda, aczkolwiek kontuzja nie powstaje nagle, to jest najczęściej proces. Wiele osób wykonuje ćwiczenia w sposób niedokładny technicznie. Albo wiedzą lepiej od trenera, albo chcą za szybko dźwigać duże ciężary, przerasta ich ego i mówią dam radę mimo fizycznych ograniczeń. A takie ruchy powtórzone kilkanaście czy kilkadziesiąt razy powodują urazy. Dlatego zachęcam wszystkich do doskonalenia techniki i nauki jej na mniejszych obciążeniach. Dobrze też ćwiczyć w afiliowanych boxach, jak Cross Fit Rzeszów, gdzie są certyfikowani trenerzy , którzy podczas treningów INTRO nauczą odpowiedniego wzorca ruchowego.

W kraju wygrałeś na nieoficjalnych Mistrzostwach Polski, czy chodzą Ci po głowie jakieś zawody o randze międzynarodowej?

Była myśl, żeby pojechać w czerwcu do Pragi, to jednak tylko luźny pomysł. Po przemyśleniu stwierdziłem, że żeby startować na międzynarodowych zawodach, muszę jeszcze trochę potrenować. Nie chce pojechać kilkaset kilometrów tylko po to by wziąć udział w 3 treningach, odpaść i wrócić. Na razie wystarczy mi Polska, zawody na naszym podwórku są na bardzo wysokim poziomie i chcę się sprawdzić jeszcze u nas i na spokojnie trenować. Każdy udział w zawodach uniemożliwia mi normalny trening, dojazdy, start, regeneracja zajmuje sporo czasu. Ale pewnie w niedalekiej przyszłości pojedziemy gdzieś dalej.

Co poradziłbyś komuś, kto chce zacząć trenować CrossFit? Jak może rozpocząć swoją przygodę?

Zapraszam na zajęcia wprowadzające INTRO do Cross Fit Rzeszów, pierwsze zajęcia są bezpłatne.

Weźcie tylko strój sportowy i butelkę wody, na pewno się przyda!

Rozmawiała Małgorzata Gałda

 

 

Reklama



Małgorzata Gałda
Redaktor działu Turystyka i Sport - Domorosła kucharka, turystka, społecznik i wolontariusz. Za sprawą Taty –miłośniczka sportów wszelakich. Wakeborder - Amator, przez duże A. Bywa trenerką Jogi Śmiechu. Otwarty umysł. Niepokorny duch. Wieczne dziecko. Marzycielka.
http://www.poludniowapolska.pl

Podobne artykuły

Top
%d bloggers like this: