Jesteś tutaj
Home > Styl Życia & Art > Łukasz Ziembul Ziemba: zbuntowany geodeta, który śpiewa o bólu ziemi

Łukasz Ziembul Ziemba: zbuntowany geodeta, który śpiewa o bólu ziemi

Łukasz Ziemba Ziembul Poludniowa Polska

Pierwsze muzyczne kroki stawiał na imieninach, śpiewając o klaunie. Zbuntowany geodeta, który odczuwa weltschmerz i chce o tym śpiewać. Przez wiele lat był saksofonistą Le Moora, dzisiaj jest frontmanem we własnym zespole. Zawodowo urzędas przy komputerze, prywatnie tekściarz, saksofonista i doświadczony muzyk. Wrażliwy obserwator świata, a przy tym mąż i ojciec trójki dzieci. Zdolny zarówno do komponowania piosenek, jak i reżyserowania teledysków. Szanowni Państwo! Przedstawiamy człowieka orkiestrę- Łukasza Ziembę.

Jesteś geodetą, śpiewasz o wojnie. Czy Twój pseudonim ma coś wspólnego z bólem ziemi?

Bardzo dobre skojarzenie! Pseudo przede wszystkim wzięło się od nazwiska. W środowisku muzycznym, w którym się obracam, nikt do mnie nie mówi po imieniu, tylko po prostu Ziembul. Ale też od razu skojarzyło mi się to z bólem ziemi: pracuję w geodezji, piszę o problemach na świecie, śpiewam i tak już zostało. Kiedy zapadła decyzja, że będę robił coś swojego, długo nie zastanawiałem się jak to nazwać, od razu wiedziałem, że ZIEMBUL będzie pasować idealnie. Nie wiem, czy płyty też nie nazwę „Ból Ziemi”…

No właśnie, bo w „Wojnie” sporo tego bólu… Czy stąd tematyka?

Nie. Wszystko zaczęło się już dobre 7 lat temu, kiedy zacząłem powoli coś komponować. Charakter tej muzyki, którą wtedy wymyśliłem nasunął mi temat: wojna. Skomponowałem, nagrałem w domu na komputer, grając nieporadnie na gitarze, na organkach, dołożyłem saksofony i ….przeleżało to 5 lat w szufladzie. Aż nadszedł czas, że postanowiliśmy z chłopakami coś z tym zrobić. Spotkaliśmy się, żeby nad tym popracować po próbie zespołu weselnego (ekmekm, może lepiej się napijmy…) Ja, Grzesiek Marciniec i Wojtek Bereś nagraliśmy w naszej sali prób roboczą wersję „Wojny”.

To ja będę troszkę wścibska i dopytam jeszcze o zespół weselny: mówisz o nim trochę z niesmakiem, dlaczego?

Początki oczywiście były radosne, cieszyłem się, bo to było dla mnie pewnego rodzaju wyzwanie. A teraz już chyba się tym przejadłem i chciałbym robić coś muzycznie innego, swojego. Od zawsze o tym marzyłem, ale nigdy nie było ku temu okazji, a może też odpowiednich ludzi… Ale to właśnie chłopaki z The Dura stanowią dzisiaj główny trzon ZIEMBULA. A The Dur… No trzeba szanować tę robotę, trzeba to robić, można zarobić graniem dobre pieniądze. I dziękować, że jest taka praca, która pozwala mi grać i zarabiać.

Grałeś 9 lat w dosyć znanym Le Moorze – co się stało, że postanowiłeś z tego zrezygnować?

Chyba się wypaliłem. Miałem trochę inną wizję na muzykę, chciałem porobić coś innego. Decyzja o odejściu była ciężka, bo dobrze mi się współpracowało z chłopakami, byłem już „ustawiony”. Z Le Moorem graliśmy koncerty w całej Polsce, a nawet polecieliśmy grać do Londynu! No i mieliśmy też kilka supportow przed Kultem, Farben Lehre, Lao Che. Wygraliśmy w Krakowie przegląd kapel rockowych. Niejeden, będąc na moim miejscu nie opuszczałby takiego zespołu. Swego czasu było to dla mnie spełnienie marzeń o graniu na dużych scenach, dla dużej publiczności. No ale chciałem coś zmienić, chciałem pójść w inną muzykę, grać coś swojego. Co prawda „Wojna” jest trochę podobna do tego, co graliśmy z Le Moorem, ale kolejne kawałki będą już zupełnie inne.

Jaka będzie tematyka waszej debiutanckiej płyty?

Planuję, że każdy utwór będzie inny, zarówno pod względem muzycznym jak i tekstowym. Chciałbym żeby to była płyta o człowieku i o życiu, o tym, co nas gryzie. O polityce już na razie wystarczy.

A „wojna”? O czym jest?

Chodziło mi o obawę i niepewność, bo nie możemy być pewni tego, co będzie jutro. W każdej chwili jakiś „wielki tego świata” może sobie coś wymyślić, zrealizować, a my w tej grze, chcąc nie chcąc, będziemy uczestniczyć. Więc to są moje uniwersalne obawy o przyszłość, mimo że w piosence sugerowałem się wydarzeniami, które już kiedyś miały miejsce. No i teraz niemal codziennie słyszymy o zamachach, terroryzmie…

Teraz pytanie z innej beczki: napisałeś o sobie, że jesteś zbuntowany. W czym się to u ciebie przejawia?

A, za ten epitet to mnie znajomi wyśmiali. Mówili: Ty? Zbuntowany? (śmiech) A tak naprawdę, to nawet koledzy z kapeli weselnej mogą potwierdzić, że nie raz, kiedy ustalają dodatkową próbę w tygodniu, zawsze jestem tym jedynym niepokornym, który mówi nie. Wiadomo, mam trójkę dzieci, żonę, więc też jestem potrzebny w domu, trochę tych obowiązków jest i nie zawsze mogę być wtedy, kiedy inni tego chcą. Także to jest mój bunt w zespole. Ale przede wszystkim wkurza mnie to, co się dzieje u nas w kraju, nasza bezradność wobec absurdalnych przepisów i zasad, czasami mam ochotę coś z tym wszystkim zrobić, ale się nie da. Więc staram się swoje emocje, swój bunt wyrazić przede wszystkim poprzez muzykę. I na tej płycie na pewno będzie bunt… Ale nie zdradzajmy za wiele, wszystko się jeszcze okaże.

Gdyby wrócić do korzeni? Jak w twoim życiu pojawiła się muzyka?

Zaczęło się od tego, że od małego śpiewałem piosenki. „Klaun, zakochany klaun” to był mój przebój na rodzinnych imprezach. Łukasz śpiewał o klaunie, były brawa, ciocie były zachwycone. Rodzice zauważyli, że z Łukasza coś może być, więc wysłali mnie do szkoły muzycznej. Byłem mały, więc wtedy jeszcze nie wiedziałem co robię. Zdałem więc do szkoły muzycznej na saksofon, w której to szkole, saksofonu dla mnie nie było. Rodzice powiedzieli, że własnego mi nie kupią, bo nie wiedzą jak długo będę na tym saksofonie grał. Wiadomo jak to z zapałem u dzieci. No i już chciałem zrezygnować, ale nauczyciel przekonał mnie, żebym grał na klarnecie: instrumencie podobnym do saksofonu. Może nie tak atrakcyjnym, ale zasada gry na nim jest podobna do gry na saksofonie. Co oczywiście oznaczało, że jeśli nauczę się grać na klarnecie, z łatwością opanuję saksofon.

I co było dalej?

Z początku nauka szła mi bardzo, bardzo ciężko. Męczyłem się strasznie. Wszyscy myśleli, że już nic z tego nie będzie. Aż w końcu przyłożyłem się do tego porządnie i zacząłem grać na tyle dobrze, że dostałem propozycję grania w orkiestrze dętej w Zaczerniu. Później w technikum poznałem pewnego kolegę, który złożył mi propozycję dołączenia do kapeli, która grywała raz w tygodniu w rzeszowskiej Tawernie. No i poszedłem na próbę, coś tam przygrywałem do tego, co oni grali, spodobało się i tak już przez następny rok grałem tam z nimi. Rodzice widząc, że coś się w kwestii mojej muzycznej przygody zaczyna dziać, dali się zaciągnąć do komisu i kupili mi saksofon. Klarnet poszedł w odstawkę, zacząłem tworzyć rockowe zespoły w technikum. Grywaliśmy covery polskich zespołów, najczęściej oczywiście Kazika Staszewskiego. Wiadomo jak to pierwsze zespoły, były nietrwałe, porozpadały się. No i w końcu gdzieś podczas remontów domu mojego brata poznałem Qunia, gościa który pracował w ekipie remontowej i grał w punkowym zespole Anty-Apartheid.

Klarnet, orkiestra dęta… Jak to się stało, że zacząłeś grać w zespołach rockowych?

Któregoś dnia, gdy przyjechałem w odwiedziny do brata, Qunio opowiadał, że jest zmęczony, bo dzień wcześniej grał support przed KSU, a ja sobie pomyślałem: „Ja pierniczę, support przed KSU, ale bym chciał grać w takim zespole!” No i parę dni później zaproponował mi, żebym z nimi grał. A ja mówię: „Kurde! No pewnie!” Pojechałem na próbę i tak zostałem z chłopakami. Losy zespołu stawały się jednak bardzo niepewne, graliśmy mało koncertów, dlatego zagadałem do Doriana, wokalisty LeMoora na Gadu-Gadu czy nie potrzebują saksofonisty. Tak się złożyło, że akurat potrzebowali, poszedłem na próbę, a następnego dnia grałem już koncert i zostałem w zespole na 9 lat. To było spełnienie marzeń, graliśmy dużo koncertów w całej Polsce, kilka supportów na październikowej trasie Kultu. Dodatkowo, podczas jednego z nich wystąpił z nami na scenie Kazik…Był to piękny okres. W tym czasie grałem jeszcze z zespołem Chamy z Bramy. Także przez kilka lat byłem członkiem aż trzech kapel, nie licząc The Dura. Długa ta moja muzyczna historia, ale chciałem ją sobie opowiedzieć.

Mówisz, że zaczynałeś od śpiewania klauna, później był klarnet i saksofon… A co z twoją karierą wokalną?

W Le Moorze czasami byłem w chórkach. No i w czasach szkolnych oczywiście byłem frontmanem w tych swoich zespołach. Tylko wtedy śpiewałem nieswoje teksty, tylko covery.

Czy to znaczy, że tęskniłeś za śpiewaniem?

Tak, myślałem już od dłuższego czasu, że jednak mam coś do powiedzenia. Od dawna tliła się we mnie chęć tworzenia czegoś swojego, no i myśl o odejściu z LeMoora. Długo się z tym nosiłem. Przestało mi starczać czasu na to wszystko: granie wesel, próby i koncerty Le Moora, powiększenie rodziny… No i stwierdziłem, że to jest czas, żeby zacząć grać na swoich zasadach albo nie grać w ogóle. A że miałem silne wsparcie ze strony kolegów z The Dura, postanowiłem zaryzykować.

Czyli czekałeś aż będziesz dojrzały muzycznie?

No myślę, że tak. Trochę tych koncertów się zagrało, czasami dla pięciu osób, czasami dla kilku tysięcy. Jakieś doświadczenie się zebrało, trochę poznało się życie, posłuchało się różnej muzyki. Minęło sporo czasu, ale cały czas twierdzę, że to jest coś, co chcę robić. Przede wszystkim wyrazić siebie. I ciężko by mi było teraz bez tego funkcjonować.

To kiedy usłyszymy coś nowego?

Niedługo nagrywamy kolejne utwory, na razie mamy szkice piosenek, które zrobiłem w domu na komputerze. Chłopaki sobie to przesłuchali i będziemy układać aranże. Mamy też około 20 piosenek, które powstały podczas spontanicznych prób w tamtym roku. Także materiału jest sporo i myślę, że zbierzemy 10 dobrych numerów, zrobimy kilka prób i pójdziemy do studia nagrywać.

Teksty już masz?

Nie wszystkie, poczekam na muzykę i będę wtedy tworzył teksty. Bo muzyka wiele mi podpowiada, o czym ten tekst ma być. Wczuwam się w klimat. A muzyka będzie eksperymentalna. Do końca nie wiem jeszcze, jak to będzie wyglądało, nikt z nas nie wie. Chcemy też mieć trochę zabawy w tworzeniu i podczas nagrywania w studio, dlatego nie ograniczamy się do jednego gatunku muzycznego i do konkretnych schematów. Chciałbym, żeby to, co zrobimy było ciekawe dla słuchacza.

A jak mniej więcej widzisz tę płytę?

Płyta na pewno będzie różnorodna. Nudzą mnie płyty, które są w jednym klimacie. Jedna piosenka będzie elektroniczna, inna rockowa, ballad raczej niech się nikt nie spodziewa. W balladach siebie nie widzę. (śmiech). Zresztą tego jest na rynku wystarczająca ilość.

Chciałbyś powiedzieć muzyką coś swojego?

Tak, w muzyce promowanej przez media wykonawcy śpiewają właściwie głównie o miłości. Zarówno popularne w radiu przeboje jak i piosenki disco- polo, które jestem zmuszony… to znaczy mam przyjemność wykonywać na weselach. Mogę się nawet pochwalić, że całkiem nieźle wychodzi mi parodiowanie Zenka Martyniuka na weselach i ludzie są zachwyceni! Więc zarówno w komercyjnych stacjach, jak i w piosenkach disco polo- podobne melodie, tematyka ta sama, tam nic nowego nie ma. Więc skoro ludzie są tym tak zasypywani, może spodoba im się coś nowego, innego? Choć nie ma co ukrywać, bardzo ciężko w dobie komercyjnych rozgłośni radiowych, mniej znanym muzykom dotrzeć ze swoją twórczością do większego grona słuchaczy.

Czyli odchodzisz od radosnych piosenek?

Raczej tak, dałem kiedyś do przesłuchania pewne fragmenty żonie i powiedziała: „trochę to dołujące”. No a to w końcu ZiemBól, jak ma być wesoło?

Skąd inspiracje do tworzenia właśnie takiej muzyki?

Mój starszy brat słuchał dużo polskiego rocka, więc od małego przesiąkałem tym i chłonąłem to jak gąbka. Przełomowa dla mnie była płyta Kazika „12 groszy” Słyszałem też nieraz od kilku osób, że próbuję go naśladować, kopiować i tak dalej. Brzmienie tego mojego utworu ze względu na sekcję dętą może faktycznie kojarzyć się z tym kultowym klimatem. „Wojna” powstała w czasach, kiedy tego Kultu było w moim życiu więcej niż teraz. Obecnie słucham trochę innej muzyki. No a wokal? Nie wyobrażałem sobie, żeby zaśpiewać to inaczej, niż tak jak to zrobiłem. W zamierzeniu nie miało być podobieństwa do Kazika. Ale to już udowodnimy, kiedy wyjdą kolejne piosenki, a instrumentów dętych będzie tam, jak na lekarstwo, pójdziemy raczej w elektronikę. Oczywiście gitary też nie zabraknie.

Jak reagujesz na porównania do swojego idola?

No z jednej strony mnie to cieszy, bo to wielkie wyróżnienie być porównanym do Kazika. Ale ja Kazikowi to mogę buty co najwyżej czyścić. Z drugiej strony trochę traktuję to jako zarzut, że to, co chcę powiedzieć jest nieoryginalne. No a wiadomo, w muzyce tyle już powstało, że cudów nie da się wymyślić. Płyta jednak powstanie. Czy będzie pod względem muzycznym oryginalna, nie wiemy, ale chcemy to zrobić, mamy duże wsparcie. Mnie wspiera mocno żona, która kibicuje mi całym sercem i chce żebym coś zrobił i spełniał swoje marzenia. I to wsparcie jest dla mnie bardzo ważne.

Jakie masz marzenia? Gdzie widziałbyś siebie za 10 lat? Muzyka, czy geodezja? Jaką rolę pełni muzyka w Twoim życiu?

Muzyka jest dla mnie bardzo ważna. I marzyłbym, żeby za 10 lat nie widzieć siebie jako tego urzędasa, siedzącego przy komputerze, tylko chciałbym zajmować się właśnie muzyką, realizować się i żeby komuś sprawiało przyjemność słuchanie naszych wypocin. Robić coś, co się kocha i jeszcze na tym zarabiać? Spełnienie marzeń. Jeśli chodzi o ZIEMBULA, to fajnie by było gdyby nam się udało w niedalekiej przyszłości zaistnieć na polskiej scenie muzycznej. I żebyśmy wszyscy zdrowi byli.

Tego też Ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Marcelina Dziok

Foto: Jarosław Kot

 

Reklama



Podobne artykuły

Top
%d bloggers like this: