Jesteś tutaj
Home > Styl Życia & Art > Być sobą. Wywiad z Krystyną Mazurówną

Być sobą. Wywiad z Krystyną Mazurówną

Krystyna Mazurówna wywiad dla portalu Południowa Polska

Będąc młodą dziewczyną myślała, że musi być idealna, np. znać cały repertuar opery, więc uparcie, dzień w dzień chodziła na wszystkie spektakle, spisywała nazwiska, i z trudem wsłuchiwała się w muzykę. Dopiero po trzydziestu latach doszła do wniosku, że opery nie lubi, i w ogóle jej ona nie interesuje. Krystyna Mazurówna – polska tancerka i dziennikarka, solistka Casino de Paris. Zabawna, towarzyska, z ogromnym dystansem do siebie. Żona, matka, babcia, przyjaciółka, ale przede wszystkim prawdziwa, pewna siebie KOBIETA.

Kim dziś jest Krystyna Mazurówna?

Modelką! Jest to trzydziesty pierwszy zawód w moim życiu. Uprawiam go od roku i jak się okazuje na nic w życiu nie jest za późno. W zasadzie wymyśliłam sobie nowy zawód modelka – tancerka, bo to niejako usprawiedliwia moją obecność.

Teraz modelka, a kiedyś?

Jakieś sześćdziesiąt lat temu myślałam, że na modelkę jest już za późno, bo jestem za gruba, choć wtedy ważyłam piętnaście kg mniej, niż teraz, ale zmieniłam zdanie i bardzo dobrze!

Pani nazwisko nierozerwalnie kojarzone jest z odważnymi fryzurami. Kiedy zaczęły się eksperymenty z włosami?

Mając osiemnaście lat. Były wówczas całe zielone, później w czarno-białe paski, co bardzo utrudniało pracę mojemu fryzjerowi – psioczył, że to pracochłonne. Miałam też króciutkie, z jednym kosmykiem zwisającym na twarz. Teraz jest różnie. Z jednej strony długie, z drugiej krótkie, kolorowe.

Kolor odzwierciedla Pani osobowość, czy jest to tylko wizerunek artystyczny?

W tym się dobrze czuję, a trzeba robić to, co się lubi, a nie co podoba się innym… tatusiowi, mężowi, przechodniom na ulicy.

Czy to znaczy, że spotkała się Pani z bezpośrednią krytyką swojego wizerunku?

Oczywiście, że tak… i to niejednokrotnie.

Spodziewam się, że nie było to w Paryżu, raczej w Polsce?

W Paryżu taka sytuacja nigdy nie miała miejsca, było to głównie w Polsce, choć z najostrzejszą krytyką spotkałam się w Moskwie. Tam ludzie widząc mnie na ulicy stawali i spluwali za mną. Jestem do tego przyzwyczajona i absolutnie mi to nie przeszkadza.

Sądzi Pani, że Polacy są gotowi, aby babcia mogła być przede wszystkim kobietą?

Ten obraz babci się zmienia. Zresztą na całym świecie dlatego, że nasze życie jest coraz dłuższe, dzięki postępom medycyny i dzięki zmianie mentalności – co się jedno z drugim wiąże. Myślę, że Polska również idzie w tym kierunku. Świadczy o tym chociażby to, że zadajemy sobie takie pytanie, a jeszcze dwadzieścia lat temu nikt sobie go nie zadawał. Babcia to była babcia. Dawniej siedziała na piecu, głaskała kota i służyła już tylko do pilnowania dzieci, nawet nie do wychowywania, ale jedynie do pilnowania wnuków.

Wielokrotnie podkreślała Pani ilość i różnorodność wykonywanych zawodów. Czy był taki okres w Pani życiu, kiedy zaznała biedy?

Tak i nie. Finansowo było bardzo źle, było totalne zero, ale wbrew pozorom nie było to tak, jak na ogół się zdarza, tj. w latach młodości. W moim przypadku było to po pięćdziesiątce, kiedy żyłam w Paryżu zupełnie nieźle. Przyszedł jednak taki dzień, w którym postanowiłam rozstać się z moim mężem. Na otarcie łez zostawiłam mu wszystko… dom na wsi, dwa samochody, a nawet dwa koty. Jest mi za to wdzięczny do dzisiejszego dnia i dlatego mamy dobre relacje. Dzięki temu uniknęliśmy konfliktów, a to miało zasadniczy wpływ na dzieci, które nigdy nie odczuły naszego rozstania. Właśnie wtedy postanowiłam zacząć wszystko od zera.  Zaczęłam szukać pracy, ale już nie jako tancerka, bo trudno konkurować z szesnastoletnimi dziewczynami. To był właśnie ten okres, kiedy próbowałam różnych zawodów.

Jakie emocje Pani wtedy towarzyszyły?

Nigdy nie czułam się z tego powodu upokorzona, czy smutna. Po prostu każde zajęcie to było wyzwanie. Byłam bileterką w kinie i szatniarką ale inną, niż wszystkie, bo zawsze miłą i uśmiechniętą, co miało przełożenie na zarobki – dostawałam najwyższe napiwki.

Oznacza to, że na zmianę nigdy nie jest za późno, nawet po pięćdziesiątce?

Na żadną zmianę! Nawet po siedemdziesiątce piątce. Dopóki jest zdrowie i siły!

Czuje się Pani spełniona zawodowo, czy coś umknęło?

W zasadzie wszystkie nowe pomysły zawsze mocno mnie ekscytowały i tak jest do tej pory. Nawet taniec w złym spektaklu, za darmo, albo kiedy trzeba było dopłacić, bo dojazd był na własną rękę.

Prywatnym również? Nie żałuje Pani niczego?

Były takie decyzje, które teraz podjęłabym inaczej – skąd to się bierze? Chociażby z tego, że chciałam być posłuszną córką i słuchać tatusia, więc jak powiedział, że nie wypada mieszkać z mężczyzną bez ślubu, to wyszłam za mąż… niesłusznie, bo małżeństwo trwało trzy miesiące, a rozwód trzy lata. Wtedy jeszcze myślałam, że należy słuchać rodziców, a teraz wszystkim mówię, aby słuchali tylko siebie, nawet nie taty, nie mamy, nie koleżanek i sąsiadów. Trzeba się wyzbyć obawy przed tym, jak zareagują inni.

Cofnijmy się pięćdziesiąt lat wstecz. Jakie to było życie?

Pięćdziesiąt lat temu to nie było tak dawno – już byłam po trzydziestce.

Czyli była już Pani dojrzałą kobietą, świadomą swojego ciała i własnej wartości.

Tak, tym bardziej, że świadomość ciała daje również mój zawód, bo tancerka musi czuć siebie. Natomiast dojrzałam dużo wcześniej, i w dość bolesny sposób, już w wieku trzynastu lat, gdy moi rodzice się rozwiedli. Tak się złożyło, że nie mieszkałam ani z jednym, ani z drugim. Będąc młodziutką dziewczyną byłam zmuszona podejmować samodzielne decyzje, co w tym wieku było bardzo trudne.

Mając takie doświadczenia jaką zatem była Pani matką?

To się trzeba moich dzieci zapytać (śmiech), ale myślę, że korzystając z własnych przeżyć dawałam im całkowitą wolność. Jedyną rolą rodziców jest uniknięcie niebezpieczeństwa, kiedy dziecko wkłada rękę do kontaktu – wiadomo, że trzeba mu to uniemożliwić. Jeśli jednak chodzi o jakiekolwiek ważniejsze życiowe sprawy, jak wybór zawodu, kierunku studiów, czy mieszkania to starałam się pozostawiać im samodzielny wybór. Myślę, że z tego powodu nie miałam z całą trójką problemów. Są muzykami, pracują w niezależnych zawodach i są szczęśliwi. To jest największa nagroda dla matki.

Rozumiem, że rodzina daje Pani energię, a poza nimi co Panią napędza?

Dzieci i wnuki zdecydowanie, ale również podróże, które uwielbiam. W zasadzie moim stałym punktem zamieszkania jest samolot, w domu – w Paryżu bywam trzy dni w miesiącu.

Zostaje czas na miłość, oprócz tej rodzicielskiej?

Miłość to jest najpiękniejszy i nierozłączny element naszego życia, nigdy nie możemy go sobie wyobrazić, przewidzieć, a tym bardziej zaplanować. Jest to jego piękny ozdobnik i myślę, że warto oddychać chociażby po to.

Nie boi się Pani upływu lat, starości?

Uważam, że każdy wiek jest piękny. Dlatego nawet nie chcę być młoda, czy udawać młodą, chcę być w wieku, w którym jestem. Każdy okres jest piękny, tylko trzeba go umieć wykorzystać, a to jest w dużej mierze od nas zależne. Zdaję sobie sprawę, że nie pójdę już skakać na nartach, czy na długą,  pieszą wycieczkę. Wiem kim jestem, jaka jestem, co lubię, a co mnie denerwuje i jakie mam wady. Akceptuję siebie.

Na jakim etapie życia przyszła ta akceptacja?

Nie ‘ot tak’, nie było jednego momentu – to stopniowe.

W takim razie, kiedy uświadomiła sobie Pani, że już nie chce zmieniać siebie, swoich wad?

Świadomość przyszła, tak naprawdę na emeryturze, bo wtedy człowiek przestaje się bać – stresować studiami albo pracą, staje się niezależny.

Jednak, nawet na emeryturze w pełni nie zaakceptowała Pani określania swojej osoby mianem gwiazdy?

Bo ja naprawdę nie jestem gwiazdą i to nie jest kokieteria! Tak naprawdę nie byłam nigdy dobrą tancerką. Jedyną moją zaletą jest to, że tańczyłam inaczej, niż pozostałe dziewczyny i dlatego się spodobałam.

Rozmawiała Sylwia Wojtowicz-Sander

kontakt: redaktornaczelna@poludniowapolska.pl

 

Reklama



Sylwia Wojtowicz-Sander
Spontaniczna. Urodzona optymistka. Nie lubi utartych schematów i ustalonych reguł. Ceni wolność i indywidualność. Bardziej od wygodnej kanapy woli aktywny wypoczynek, najlepiej zimową porą w górskiej scenerii. Nawet w natłoku obowiązków znajdzie czas na małe espresso z przyjaciółką.
http://www.poludniowapolska.pl

Podobne artykuły

Top
%d bloggers like this: