Jesteś tutaj
Home > Styl Życia & Art > Wywiad z Ewą Gyurkovich -dyplomowaną dziennikarką i psycholożką biznesu

Wywiad z Ewą Gyurkovich -dyplomowaną dziennikarką i psycholożką biznesu

Ewa Gyurkovich

Ewa Gyurkovich – Dyplomowana dziennikarka i psycholożka biznesu. Uczestniczka licznych warsztatów psychologicznych. Joginka śmiechu. Właścicielka agencji kreatywnej Ever Press oraz współwłaścicielka firmy IT  Prime Bit Studio, założycielka Rzeszowskiego Klubu Jogi Śmiechu. Właścicielka legendarnego portalu Clubs4u.pl. Współtwórczyni projektu Zanim zajdziecie. Autorka książki „Niebieskie puzzle”, a także bloga „Przystanek tu i teraz”. Propagatorka wizerunku kobiety wolnej, uduchowionej, zrównoważonej i zdrowej, spełniającej się zarówno zawodowo, jak i prywatnie.

Z Ewą – szczęśliwą mamą 7 letniej Igi, miłośniczką nowej psychologii, niekonwencjonalnej medycyny, energoterapii i wschodnich filozofii, pasjonatką tańca, malowania i podróży z aparatem – o kobiecym perfekcjonizmie, sukcesie, biznesie i wyzwoleniu…

Uważasz się za kobietę sukcesu?

Ewa Gyurkovich: Heh. Myślę, że samo bycie kobietą jest sukcesem! A bycie kobietą w pełni nie jest łatwe. Prawdziwa kobieta potrafi połączyć swoją skomplikowaną i emocjonalną naturę z potencjałem męskiej energii. Tak, by wyszło z tego coś pozytywnego i pożytecznego dla wszystkich. Ostatnio udaje mi się to coraz bardziej, więc myślę, że sukces jest dla mnie wartością, osiągalną każdego dnia. Wstanie o świcie, by poćwiczyć i pomedytować, jest sukcesem. Wyjście z domu rano, by być szefową, jest sukcesem. Położenie spać zadowolonego dziecka jest sukcesem. Ugotowanie szybkiego, zdrowego obiadu, jest sukcesem. Napisanie kolejnej strony książki jest sukcesem. Przeprowadzenie kolejnej sesji jogi śmiechu jest sukcesem. Kładzenie się do łóżka z myślą: tak, dałam radę… To są sukcesy, które przypadają mi w udziale. Za swój największy sukces uważam natomiast zaprzyjaźnienie się ze swoimi lękami i ochłodzenie stosunków ze swoim ego.

Twój perfekcjonizm… bardziej szkodzi czy przeszkadza?

E.G: Odpowiednio okiełznany perfekcjonizm ani nie szkodzi, ani nie przeszkadza. Myślę, że w życiu nie chodzi o to, żeby pozbyć się perfekcjonizmu, gdy mamy dużo na głowie, tylko żeby zmniejszyć liczbę czynności i spraw. By zrobić miejsce na perfekcjonizm. I do tego dążę – by iść w jednym kierunku, dając z siebie maksimum. A ten kierunek to zdecydowanie pisanie. Pisanie książek, scenariuszy do filmów. Ale też prowadzenie warsztatów z rozwoju duchowego. Moja firma marketingowa, firma IT Michała Ręczkowicza – to tylko środki do celu. A perfekcjonizm w pisaniu to chyba nienajgorsza cecha. Wydawnictwom się to podoba, bo mają mniej, poprawiania (śmiech).

Czy „ Przystanek tu i teraz” to kompromis między byciem kobietą, córką, wewnętrznym spełnieniem, oczekiwaniami i wspomnianym perfekcjonizmem?

E.G: Na pewno kompromis dwóch czynników: potrzeby spełnienia i wymagań, które stawia przede mną obecnie życie. Nie mam jeszcze wystarczająco dużo czasu na swoją największą pasję, którą jest właśnie pisanie. Moja druga książka czeka cierpliwie, zatrzymałam się na setnej stronie… A blog sprawia, że nie wychodzę z wprawy, że wciąż mogę się nazywać pisarką. Napisanie felietonu to niecała godzina. Napisanie kolejnej strony książki czasem zajmuje dziesięć minut, a czasem parę godzin…

Od zeszłego roku jesteś dyplomowaną joginką śmiechu. Prowadzisz społecznie sesje w Rzeszowskim Klubie Śmiechu. Gimnastyką śmiechu pomagasz innym. Czy sobie również?

E.G: Oczywiście! Joga śmiechu daje mi siłę, animusz. Uczy większej tolerancji, dystansu i cierpliwości do świata, ludzi i samej siebie, ale przede wszystkim odpręża, oczyszcza i poprawia odporność. Pomaga utrzymać kontakt z wewnętrznym dzieckiem, zaopiekować się nim i też dostrzegać w innych to najstarsze JA. Dzięki jodze śmiechu potrafię coraz częściej i trafniej rozpoznać zachowania i decyzje innych, podyktowane przez ich wewnętrzne dzieci – często niekochane, przestraszone, zaniedbane, niedowartościowane. To pomaga w zrozumieniu ludzkiej natury, różnych sytuacji, agresywnych bądź narcystycznych zachowań – także moich. Joga śmiechu sprawia mi ogromną satysfakcję. Traktuje ją jak misję. Sprowadziłam tę metodę do Rzeszowa, by móc razem z innymi wspomagać się śmiechem na co dzień.

Po trupach do celu? Bez kompromisów w biegu po sukces? A może  rozsądnie, ostrożnie i rozważnie?

E.G: Po trupach do celu? Nie! Odgradzam się od tego grubą krechą! Nie chcę żadnych trupów. Jeśli czasem się zdarzają, to ja się pod tym nie podpisuję. Jestem szczera, zawsze mówię to, co myślę i czuję. Nie knuję, nie spiskuję, nie kombinuję. Robię swoje i pomagam bliskim osiągnąć to, czego pragną. Przy tym jestem solidarna i lojalna, zawsze bardziej, niż inni tego wymagają (śmiech). Co nie jest łatwe, bo to nie opcja „na skróty”, oj nie! I często przysparza mi to wrogów. Ale inaczej nie chcę. Mówi się, że biznes to biznes. A ja mówię – biznes to ludzie. Biznes to twórczość, wspólnota, bycie fair, współpraca z podobnymi do siebie, pozytywna energia i unikanie toksyczności. Kompromisy? Zawsze, chyba, że się nie da. W biegu? Jeszcze tak, ale to chwilowe. Ostrożnie? Nie! Moją dewizą są słowa OSHO: „Bezpieczne życie jest gorsze od śmierci”. Rozważnie? Jeśli sytuacja tego wymaga i sprawa dotyczy dobra innych. Albo grubej kasy (śmiech).

Czy Iga, młoda dziewczyna z „ Niebieskich puzzli „ (debiut pisarski Ewy Gyurkovich, pisane w formie pamiętnika przyp: I.S ) ma coś z Ewy Gyurkovich bądź odwrotnie?

E.G: Oczywiście. Iga ma dużo z Ewy, ale z Ewy, którą byłam. Iga jest nieco podkolorowanym obrazem z mojej przeszłości, teraz jestem inna. Moje reakcje są inne, moje decyzje bardziej dojrzałe, ale w głębi dalej szaleje we mnie burza.

Jesteś kobietą wyzwoloną? I nie poruszam tu aspektu seksualności!

E.G: Nie lubię tego określenia, bo sugeruje wyzwolenie od czegoś lub kogoś konkretnego. Jestem zdecydowanie WOLNA. A raczej staram się być, każdego dnia. Wolna od słowa „muszę”, wolna od konwenansów, wolna od spraw, które są zbyteczne, wolna od negatywnej energii i ludzi, którzy są zniewoleni i zniewalają innych, wolna od chowania urazy, wolna od społecznych zahamowani i wierzeń, wolna od mentalnych oszustw, wolna od stereotypów, wolna od bycia poważną, nudną, nieprawdziwą, niespełnioną. Wolna od wszystkiego, co ciągnie w dół. Jestem sobą. Jestem kobietą w pełni. Więc jestem wolna.

Projekt  warsztatowy„ Zanim zajdziecie”  (spotkania mające za   zadanie szerzenie świadomości na temat przygotowania do ciąży i bycia rodzicem na wielu płaszczyznach przyp: I.S), którego jesteś współtwórczynią, działa już na terenie Rzeszowa  ponad pół roku.  Uczestnicy warsztatów zgłębiają wiedzę z zakresu zdrowia psychofizycznego. Czy w dobie, gdy od kobiety oczekuje się bycia super mamą, z jednoczesnym naciskiem by nie była matką Polką i spełniała się zawodowo, nie warto pomyśleć o poszerzeniu tematyki spotkań o pomoc psychologiczną dla kobiet?

E.G: Przede wszystkim warsztaty „Zanim Zajdziecie” nie są tylko dla kobiet, ale też dla przyszłych tatusiów. Nie chcemy, by rodzicielstwo kojarzone było tylko z kobietami. Pragniemy zwiększyć świadomość panów, którzy też mogą przygotować się do ciąży i do bycia tatą, co zdecydowanie wpływa na przyszłego potomka. Pomoc psychologiczna, o której mówisz, to zupełnie inny teren, aczkolwiek bardzo ciekawy. Niestety porusza bardzo głęboko zakorzeniony w naszym społeczeństwie problem – to od nas, kobiet, wymaga się wychowywania dzieci. Mimo pracy i ambicji. Mamy nie powinny dostosowywać się do świata. To świat powinien wreszcie dopasować się do nich! Wtedy pomoc psychologiczna nie będzie kobietom tak potrzebna. Jak już o tym rozmawiamy, to pomyślałam sobie, że fajne by były warsztaty dla mężczyzn i kobiet, które miałyby na celu optymalizację współpracy w życiu prywatnym, by życie zawodowe obojga było możliwe i równie ważne dla dobra rodziny.

Ewa Gyurkovich
Ewa Gyurkovich

Tak, masz rację, to świat powinien dopasować się do nich. Do Nas, mam… Mam aktywnych i poszukujących wewnętrznego spełnienia. Ale głęboko zakorzenione w naszej kulturze stereotypy, stawiają jednak w dalszym ciągu Matkę Polkę na piedestale.   I walczymy z uwarunkowaniami negatywnego postrzegania kobiet sukcesu zawodowego. Podczas, gdy niejedne badania wykazują, że kobiety potrafią sobie doskonale radzić we
wszystkich sferach życia, umiejętnie przechodząc z jednej do drugiej.

E.G: Myślę, że ta umiejętność leży w naszej kobiecej naturze. Jesteśmy wytrwałe, odporne na ból i na stres, wynikający z wielozadaniowości. Nie bez powodu to my rodzimy, a nie panowie! (śmiech) I pewnie by tak zostało – byłybyśmy tylko mamami, pilnującymi ogniska domowego, gdyby nie rozwój cywilizacyjny, urbanizacja i wiele innych procesów, mających miejsce na przestrzeni wieków. Można powiedzieć, że mężczyźni sami są sobie winni, bo stworzyli miasta i pozwolili nam ubrać spodnie (śmiech). W wielu krajach postrzeganie kobiety sukcesu zmieniło się, u nas jeszcze to chwile potrwa. Ale jesteśmy na dobrej drodze. Jako mamy-kobiety aktywne możemy swoją postawą udowadniać mężczyznom, że jesteśmy przede wszystkim ludźmi, z marzeniami i ambicjami, i potrafimy po nie sięgać. Mój mąż podziwia mnie i dopinguje każdego dnia. Dobrze wybrałam (śmiech).

Co relaksuje Ewę Gyurkovich?

E.G: Cisza. Pozytywna muzyka. Oddychanie. Sen. Śmiech. Medytacje. Joga. Kąpiel. Góry. Zdrowe gotowanie bez przepisu. Spacer. Sport. Wygłupy z córką i mężem. Malowanie. Pisanie. Czytanie. Oglądanie lekkich filmów. Uprawianie miłości. Kontemplowanie natury. Pstrykanie zdjęć. Ciemne niebo nocą.

Porozmawiajmy o EventLiście – (aplikacja eventowa  której E.G jest pomysłodawczynią przyp: I.S) –  czy można już mówić w przypadku tej aplikacji, że trudny start zakończony sukcesem?

E.G: Ciężko mówić jeszcze o sukcesie. Myślę, że to kwestia czasu. Projekt dopiero powoli przyjmuje się w Rzeszowie, a inne miasta już się o niego dopominają! Zależy mi jednak, by Rzeszów opanować najpierw (bo tu powstał projekt), zanim całkiem ruszymy na resztę Polski, czy Europy. Cóż, Rzeszów jest miastem specyficznym. Jeszcze parę lat temu nie było tu żadnych aplikacji mobilnych, a teraz do właścicieli lokali co chwila przychodzi jakiś startapowiec z ekstra apką! Nie dziwne więc, że mają dylemat w kwestii wyboru mobilnej promocji. Szybko jednak przekonają się, że nasza aplikacja jest faktycznie najprostszą i najskuteczniejszą formą promocji eventów i wtedy wypalimy do przodu! Wierzę w ten projekt, inaczej nie bawiłabym się w takie rzeczy, bo nie lubię i nie używam aplikacji mobilnych, a bez technologii również umiem i lubię funkcjonować. Ale lubię też wychodzić na ciekawe eventy, sama także organizuje różne imprezy, warsztaty, a dawniej pracowałam jako managerka restauracji i punktu informacji turystycznej. Moje doświadczenie pozwala mi wierzyć w sukces EventListy.

Czy  Prime Bit Studio rzuciło już kamień milowy jeśli mówimy o wspomnianej aplikacji?

E.G: EventLista jest projektem mojej firmy, firmy Ever Press. Jeśli chodzi o firmę PriemBit, to na potrzeby projektu korzystamy jedynie z ich usług IT i sklepu online. Jeśli chodzi o pytanie o ekspansję, to tak. Zaczynamy niedługo działać mocniej w Krakowie, Kaliszu, Tarnowie i wielu innych miastach, a równolegle też w Anglii i Wiedniu. Ale wiadomo – póki co fokusujemy się na Rzeszowie.

Idalia Stochla

fot. archiwum prywatne Ewa Gyurkovich


Idalia Stochla
Socjolog z wykształcenia, prywatnie mama 2 dzieci. Pisze z pasją, o pasji… Nie tylko tej kobiecej
www.imperiumsukcesu.pl
e-mail: imperiumsukcesu@op.pl

Reklama



Reklama



Podobne artykuły

Top
%d bloggers like this: